.
Posła na sejm, do którego 14 czerwca 1924 roku strzelono z rewolweru, trafiając. - Uch! Mark ma służbową limuzynę z szoferem, głuptasie. - Halo!... Hanys!... Chodź tutaj! - zawołał na niego pan Szymiczek. Hanys tylko na to czekał. Skoczył jak młody jeleń, przebiegł pomost karuzeli, stanął przed tamtą panią. Wiedział już, że to naprawdę panna do Stasia. Powiedziały mu to dziewczyny, gromadzące się codziennie przed karuzelą.. - A jakożeście mogli to myśleć, skoroście w leśnym dworze widzieli przy mnie prawdziwą Jurandównę?. Musiał też często zatrzymywać się i czekać po całych tygodniach bądź to po miasteczkach, bądź po wsiach u dziedziców, którzy zresztą przyjmowali go wraz z jego ludźmi, wedle obyczaju, gościnnie, radzi słuchając opowiadań o Krzyżakach i płacąc chlebem i solą za nowiny. Za czym wiosna dobrze już zapowiadała się na świecie i zbiegła większa część marca, zanim znalazł się w pobliżu Zgorzelic i Bogdańca..